Czy AI naprawdę rozwiąże wszystkie nasze problemy? | Szkoła biznesu Laba
Aby śledzić status zamówienia, zaloguj się
Wprowadź kod autoryzacyjny, który dostałeś(aś) na e-mail: Wprowadź kod z SMS, który został wysłany na numer
Kod jest ważny przez 5 minut Kod z SMS jest ważny przez 2 minuty
Czy na pewno chcesz wyjść?
Sesja zakończona
Na stronę główną
Blog

Wyszukiwarka

Spis treści:

Czy AI naprawdę rozwiąże wszystkie nasze problemy?

Paweł Paruzel, CEO Syntelligence i prowadzący kurs w Labie, opowiada, jak korzystać z AI świadomie, nie tracąc przy tym krytycznego myślenia, autentyczności i własnej sprawczości.

blog-cover-14-6a2023d835ccb098847968.webp

​AI pomaga nam pisać, analizować, planować i podejmować decyzje. Pracujemy efektywnej, ale czy wraz ze wzrostem produktywności nie tracimy czegoś ważniejszego - krytycznego myślenia, autentyczności i własnej sprawczości? Paweł Paruzel, CEO Syntelligence i prowadzący kurs „Tworzenie i wdrażanie autonomicznych agentów AI" opowiada o świecie agentów AI, automatyzacji codziennej pracy i relacjach, do których wkrada się sztuczna inteligencja.

Jeszcze chwilę temu AI było dla wielu osób ciekawostką. Dziś staje się codziennym narzędziem pracy: pomaga pisać kod, tworzyć treści, automatyzować procesy i budować całe systemy. Największa zmiana nie dotyczy jednak samej technologii, ale sposobu, w jaki zaczynamy myśleć i podejmować decyzje. Paweł Paruzel od lat pracuje na styku programowania, automatyzacji i AI. Jako CEO Syntelligence tworzy rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, a podczas kursu „Tworzenie i wdrażanie autonomicznych Agentów AI" uczy, jak budować systemy, które nie tylko generują odpowiedzi, ale samodzielnie planują działania, korzystają z narzędzi i realizują wieloetapowe zadania. W tej rozmowie nie skupiamy się jednak wyłącznie na technologii. Rozmawiamy przede wszystkim o jakości myślenia, krytycznym podejściu do AI, granicach automatyzacji i świecie, w którym coraz trudniej odróżnić wygodę od utraty sprawczości.

Dużo mówi się o produktywności, ale rzadziej o jakości myślenia. Czy AI sprawia dziś, że pracujemy mądrzej czy tylko szybciej?

To zależy przede wszystkim od tego, z jakiego narzędzia korzystamy i jak je wykorzystujemy. Używanie jednego prostego czatu do wszystkich zadań nie oznacza większej produktywności. Moim zdaniem, często wręcz negatywnie wpływa na jakość myślenia. Widzę też inne ryzyko, szczególnie w modelach nastawionych na zaangażowanie użytkownika - łatwo wpaść w coś na kształt echo chamber. Model zaczyna wzmacniać nasze poglądy i cele zamiast je podważać. Jeśli ktoś ma już bardzo mocne przekonania, AI nie sprawi nagle, że spojrzy szerzej, może wręcz utwierdzić go w dotychczasowym myśleniu.

Z drugiej strony są obszary, w których AI daje ogromne przyspieszenie. Sam używam go do tworzenia aplikacji i budowania agentów. Zdarza się, że pracę zajmującą wcześniej dwa–trzy tygodnie jestem w stanie wykonać w jeden dzień. Ale tylko pod warunkiem odpowiedniego prowadzenia procesu. Porównałbym to do pracy z juniorem w zespole. Nie dajesz od razu dostępu do najbardziej wrażliwych rzeczy i nie zakładasz, że nie popełni błędu. Są testy, wersje robocze, zabezpieczenia. Z AI powinno być dokładnie tak samo.

Im większa wiedza, szersze spojrzenie i lepsze myślenie, tym więcej można z tych narzędzi wyciągnąć. AI wzmacnia kompetencje, ale nie zastępuje procesu uczenia się ani nie skraca drogi do zrozumienia tematu.

Gdybyś miał wskazać jedną umiejętność, która za rok-dwa będzie kluczowa dla osób pracujących z AI zawodowo, co by to było i dlaczego właśnie to?

Myślę, że dziś jedną z najbardziej pożądanych umiejętności w pracy z AI jest bycie generalistą. To bardziej typ myślenia niż konkretna kompetencja, której można się nauczyć z dnia na dzień. Jeszcze kilka lat temu ogromną przewagą było posiadanie specjalistycznej wiedzy. Teraz odpowiedź na bardzo trudne, złożone pytanie można uzyskać w kilka sekund. Oczywiście wiedza nadal pomaga w myśleniu, ale sam dostęp do informacji przestał być czymś wyjątkowym. Za rok czy dwa modele AI będą jeszcze lepsze pod względem wiedzy i analizy, ale nadal będzie im brakować jednej rzeczy – pełnego rozumienia kontekstu sytuacji. To zresztą pokazuje, jak mało wiemy o sobie samych. Nadal do końca nie rozumiemy świadomości ani tego, skąd bierze się ludzkie rozumienie kontekstu. Paradoksalnie czasem lepiej rozumiemy AI, które stworzyliśmy, niż własny mózg.

Dlatego uważam, że przewagę będą mieć osoby wszechstronne, takie, które potrafią łączyć różne obszary i nie są zamknięte w jednym sposobie myślenia. Czasami ktoś, kto nie jest ekspertem w danej dziedzinie, ale potrafi szeroko patrzeć i dobrze korzystać z AI, zrobi coś lepiej niż specjalista zamknięty w swojej „bańce". Przypominają mi się tu słowa, które kiedyś usłyszałem w jakimś podcaście biznesowym: jeśli w danym biznesie wszyscy mówią, że czegoś „nie da się zrobić”, warto znaleźć osobę, która nie wie, że się nie da i ona po prostu to zrobi. W AI działa to bardzo podobnie.

Wiele osób korzysta dziś np. z ChatGPT do pojedynczych zadań. W którym momencie warto przestać „rozmawiać z AI”, a zacząć budować system wsparcia?

Trzeba po prostu spojrzeć na siebie i swoją pracę z boku. Ludzie bardzo często próbują wzmacniać AI tę najtrudniejszą rzecz, którą robią na co dzień, czyli coś bardzo kreatywnego albo strategicznego, a to właśnie tam AI nie zawsze daje największą wartość.

Zacząłbym od czegoś dużo prostszego:

  1. Warto zrobić sobie listę wszystkich czynności, które wykonujemy codziennie od poniedziałku do piątku.
  2. Potem zaznaczyć te, które są powtarzalne i praktycznie nie wymagają kreatywności. 

Na przykład: przenoszenie tekstu z jednego miejsca do drugiego, akceptowanie spotkań, odpowiadanie na proste wiadomości czy organizowanie informacji. Bardzo często okazuje się, że właśnie te rzeczy można zautomatyzować.

Widzę też często, że ludzie próbują dopasować bardzo zaawansowane rozwiązania do prostych problemów. Miałem znajomego, który otwiera restaurację w Hiszpanii i chciał budować rozbudowany system AI, który przejmie całe jego życie: będzie odpowiadał na wiadomości, zarządzał spotkaniami i wszystkim dookoła. Tylko pytanie brzmi: czy ktoś prowadzący restaurację naprawdę potrzebuje aż takiego rozwiązania? Ile on ma spotkań online tygodniowo: dwa, trzy? Czy dostaje tyle wiadomości, że realnie nie jest w stanie na nie odpowiedzieć sam?

Mam wrażenie, że social media trochę napędzają takie myślenie. Widzimy influencerów, którzy pokazują, że „AI przejęło ich życie”, wszystko działa automatycznie i jeszcze na tym zarabiają. Jasne, takie rzeczy są możliwe, ale zwykle nie widzimy całego procesu. Nie wiemy, ile prób było potrzebnych, żeby dojść do efektu, który pokazują. Może to było dwudzieste podejście i ktoś spędził nad tym osiem miesięcy bez żadnych rezultatów. Większość ludzi prowadzących normalny biznes nie może sobie pozwolić na taki eksperyment. Dlatego często lepiej po prostu zlecić to komuś, kto wie, co robi, zamiast próbować od razu budować ogromny system. Przede wszystkim warto spojrzeć na swoją pracę z dystansu, bo bardzo często to, co faktycznie dałoby się dobrze zautomatyzować, ludzie uznają za „zbyt małe” albo „nieopłacalne”. Z kolei rzeczy, które chcą oddać AI to często właśnie te obszary, które nadal najlepiej działałyby, gdyby były wykonywane bezpośrednio przez człowieka.

Dziś wiele osób zachłysnęło się AI: testujemy kolejne modele, generujemy ogromne ilości treści i coraz częściej powierzamy technologiom zadania, które wcześniej wykonywaliśmy sami. Równocześnie pojawia się pytanie: jak nie stracić w tym wszystkim krytycznego myślenia i umiejętności oceny jakości? Gdzie widzisz dziś największe ryzyka związane z AI, zarówno w pracy kreatywnej, jak i w codziennym życiu?

Myślę, że jednym z największych problemów będzie właśnie ocena jakości. Pierwsza odpowiedź od AI często wydaje nam się świetna, bo daje szybkie rozwiązanie i wywołuje taki efekt „wow", ale kiedy wracamy do niej drugi raz, zaczynamy zauważać błędy, powtórzenia albo rzeczy, które po prostu nie działają. To trochę jak z rolką w social mediach: za pierwszym razem wydaje się genialna, za drugim już niekoniecznie. Dużo zależy też od kompetencji człowieka. Jeśli ktoś jest ekspertem w swojej dziedzinie, szybciej wychwyci niuanse i błędy. Ktoś mniej doświadczony może uznać taki tekst za świetny, mimo że specjalista od razu zobaczy, że coś się nie zgadza. AI nadal bardzo często „myśli" po angielsku i dopiero tłumaczy to na polski, dlatego nie rozumie wielu kulturowych i językowych niuansów.

Przechodzimy dziś po prostu naturalny etap zachłyśnięcia się AI. 

Dlatego najważniejsze jest zachowanie krytycznego myślenia. AI nie powinno zastępować naszego osądu, tylko go wspierać. Warto zadawać modelom więcej pytań, podważać ich odpowiedzi, sprawdzać je i konfrontować z własnym doświadczeniem. Często wystarczy zwrócić uwagę na jeden absurd czy nieścisłość, żeby model nagle całkowicie zmienił swoją odpowiedź. Sam podchodzę do AI bardziej jak do narzędzia czy współpracownika niż „inteligentnej istoty". I myślę, że właśnie taki zdrowy dystans będzie dziś najważniejszy, czyli podsumowując: 

Doszliśmy chyba do ciekawego momentu, w którym coraz bardziej doceniamy rzeczy niedoskonałe, ale ludzkie. Czasami bardziej cieszy mnie wiadomość z literówkami i błędami, ale napisana samodzielnie, niż perfekcyjna odpowiedź wygenerowana przez AI. Za tą pierwszą stoi czyjś czas, uwaga i intencja. Mam wrażenie, że kiedy od razu wyczuwamy, że coś zostało wygenerowane przez model, trochę tracimy zainteresowanie. Nie dlatego, że to jest złe technologicznie, tylko dlatego, że brakuje tam wysiłku, osobowości i tego ludzkiego „śladu".

Czujesz się oszukana, prawda?

Mam wrażenie, że dziś wszyscy trochę próbujemy odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Sama korzystam z AI i absolutnie tego nie ukrywam, ale są sytuacje, których nadal nie do końca rozumiem, na przykład używania ChatGPT do prywatnych rozmów czy odpisywania bliskim osobom. Kiedy widzę, że ktoś wygenerował wiadomość zamiast napisać ją samodzielnie, mam czasem poczucie pewnego dystansu czy nawet rozczarowania. Z drugiej strony rozumiem też argument zmęczenia, że ktoś po całym dniu po prostu nie miał już siły ubrać myśli w słowa. Dlatego nie chcę stawiać się w roli osoby, która ocenia innych. Mam raczej poczucie, że wszyscy dopiero uczymy się granic między wygodą, a autentycznością.

Widzę to trochę jak w zawodzie psychoterapeuty – ktoś może zawodowo analizować ludzkie zachowania, ale nie powinien przenosić tego mechanicznie do relacji prywatnych. Tam też potrzebne są granice. I myślę, że z AI może być podobnie. 

Jeśli jedna osoba generuje wiadomość w ChatGPT, a druga odpowiada w ten sam sposób, to po chwili właściwie nie wiadomo już, kto z kim rozmawia. To jest bardzo ciekawy kierunek do obserwowania w przyszłości: moment, w którym AI przestaje tylko pomagać ludziom w komunikacji, a zaczyna realnie wpływać na przebieg i wynik rozmów między nimi.

To trochę przypomina sytuację z aplikacjami randkowymi. Coraz częściej słyszy się, że ludzie używają AI do prowadzenia rozmów na Tinderze czy pisania wiadomości, bo łatwiej jest wygenerować 40 odpowiedzi w minutę niż naprawdę z kimś rozmawiać.

I tu pojawia się ciekawy problem – w pewnym momencie może dojść do sytuacji, w której AI zacznie rozmawiać samo ze sobą. Jedna osoba generuje wiadomość, druga odpowiada przy pomocy innego modelu i nagle relacja, która miała być między ludźmi, staje się wymianą między algorytmami. To brzmi abstrakcyjnie, ale pokazuje coś ważniejszego: AI zaczyna wpływać nie tylko na naszą produktywność, ale też na nasze decyzje, relacje i sposób myślenia. Jeśli ktoś przez lata pyta model o wszystko: jak odpisać, co wybrać, z kim się spotykać to w pewnym momencie bardzo łatwo oddać mu część własnej sprawczości. 

Gdybyś miał doradzić jedną rzecz osobie, która chce wykorzystać AI nie tylko jako modny trend, ale realne narzędzie dające przewagę – od czego powinna zacząć?

Myślę, że przede wszystkim warto skupić się na tym, co naprawdę lubimy robić, i zastanowić się, jak AI może nam w tym pomóc. Dziś dzięki AI można przyspieszyć pracę praktycznie w każdej branży, od architektury po usługi rzemieślnicze. 

Miałem na przykład klienta, który buduje drewniane tarasy. Pokazałem mu kilka prostych narzędzi AI i teraz tworzy klientom szybkie wizualizacje tego, jak mniej więcej będzie wyglądał gotowy projekt. Dzięki temu od razu buduje przewagę konkurencyjną, bo ludzie lubią widzieć efekt jeszcze przed realizacją. Nie należy walczyć z AI, tylko wykorzystać je tam, gdzie realnie może oszczędzić czas albo pomóc lepiej pokazać swoją pracę, ale jednocześnie trzeba zachować rozsądek. Jeśli wizualizacja będzie zbyt idealna, klient później może być rozczarowany rzeczywistością. Paradoksalnie czasem lepiej pokazać coś bardziej realistycznego niż perfekcyjnego. Dlatego AI najlepiej działa jako narzędzie wspierające nasze umiejętności, a nie zastępujące je całkowicie.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się do naszego newslettera i nie przegap nowych artykułów oraz ciekawych informacji ze świata biznesu.
Dziękujemy za zapisanie się do newslettera!
Powiązany kurs:
«Zaawansowany design w gamedevie»
AI&IT
prowadzi Jakub Kapuściński-Bernatek
21 lipca 30 lipca
Jakub Kapuściński-Bernatek