Żeby szybciej znaleźć pracę, czasem trzeba stać się „fioletową krową” | Szkoła biznesu Laba
Aby śledzić status zamówienia, zaloguj się
Wprowadź kod autoryzacyjny, który dostałeś(aś) na e-mail: Wprowadź kod z SMS, który został wysłany na numer
Kod jest ważny przez 5 minut Kod z SMS jest ważny przez 2 minuty
Czy na pewno chcesz wyjść?
Sesja zakończona
Na stronę główną
Blog

Wyszukiwarka

Spis treści:

Żeby szybciej znaleźć pracę, czasem trzeba stać się „fioletową krową”

Historie kandydatów, którzy zaskoczyli rekruterów i sprawili, że nie dało się ich zignorować.

blog-cover-4-686667a7a52bf041128299.webp

Co zrobić, żeby to właśnie Twoje CV albo profil na LinkedIn przyciągnęły uwagę? Zwłaszcza gdy na jedno ogłoszenie aplikuje setka kandydatów, a prawie każdy z nich ma świetne doświadczenie, mnóstwo umiejętności i angielski na poziomie advanced?

Zebraliśmy historie osób, które miały dość długich poszukiwań pracy i postanowiły zaryzykować. Żeby zostać zauważonymi, sięgnęły po koncepcję „fioletowej krowy”, czyli taki efekt wow, który sprawia, że ludzie nie mogą nie spojrzeć drugi raz.

Jak to jest być fioletową krową?

W sierpniu 2024 roku platforma Resume Genius przepytała tysiąc osób aktywnie poszukujących pracy w USA, by poznać ich zdanie na temat konkurencji na rynku:

  • 72% zadeklarowało, że proces szukania pracy negatywnie wpłynął na ich zdrowie psychiczne
     
  • 44% uznało brak odzewu od pracodawców za jedno z największych rozczarowań

Długie szukanie pracy potrafi wyczerpać i podkopać poczucie własnej wartości. Co można zrobić, żeby ten proces przyspieszyć, zwłaszcza gdy pracy potrzebujesz „na już”, a stres i lęk nie są mile widziane? Możesz spróbować metody „fioletowej krowy”.

Wyobraź sobie, że jedziesz przez wieś i widzisz stado czarno-białych krów. Może rzucisz na nie okiem – ale tylko na chwilę. A teraz wyobraź sobie, że wśród nich stoi jedna fioletowa krowa. Zaskakujące, prawda? Pewnie nawet byś się zatrzymał, żeby jej się dokładnie przyjrzeć i zrobić zdjęcie.

Koncepcję „fioletowej krowy” opisał amerykański marketer Seth Godin w książce Purple Cow, która stała się bestsellerem „New York Timesa”. Według Godina, w świecie, w którym konsumenci są zalewani informacjami i niekończącym się wyborem, najważniejsze to się wyróżnić – wtedy ludzie cię zauważą, zapamiętają i będą o tobie mówić. Choć książka została napisana z myślą o biznesie, metafora fioletowej krowy szybko przyjęła się także w innych obszarach życia – w tym podczas poszukiwania pracy.

5 historii kandydatów z efektem Purple Cow, którzy narobili szumu

 #1. Courtney Summer Myers i jej baner #Desperate

40 milionów użytkowników szukających pracy przez LinkedIn korzysta z zielonego banera #OpenToWork. Sygnalizuje on rekruterom i potencjalnym pracodawcom, że dana osoba jest otwarta na nowe oferty. Statystyki pokazują, że szanse na otrzymanie wiadomości InMail rosną wtedy średnio o 40%.

Ale nie wszyscy eksperci kariery są fanami tej opcji. Niektórzy twierdzą, że zielony baner… wręcz szkodzi.

„To największa czerwona flaga u kandydata – mówi Nolan Church, były rekruter Google i obecny CEO FairComp, firmy analizującej dane o wynagrodzeniach. – W rekrutacji wciąż pokutuje przekonanie, że najlepsi nie szukają pracy. A jeśli to ogłaszają, to już nie są najlepsi.”

Zgadza się z nim była rekruterka Amazona, Lindsey Mustain:

„Kiedy ten baner jest aktywny, rekruter myśli: aha, skoro czegoś ode mnie potrzebujesz, to znaczy, że mam nad tobą przewagę i to ja mam ostatnie słowo. I to może nie działać na twoją korzyść.”

Courtney Summer Myers to graficzka i ilustratorka z sześcioletnim doświadczeniem w firmach takich jak Disney, Universal czy Warner Bros. Po tym, jak w 2024 roku została objęta redukcją etatów, opublikowała na LinkedInie post z wyraźnym fioletowym banerem z hasłem #Desperate („zdesperowana”) – zamiast tradycyjnego zielonego. Napisała, że nie powinniśmy wstydzić się statusu Open to Work, a tymczasowa przerwa w zatrudnieniu nie świadczy o braku kompetencji czy talentu.

Post stał się viralem. Jedni uznali to za odważny akt autentyczności, inni zapragnęli mieć podobny baner. Tak czy inaczej – Courtney wyróżniła się z tłumu milionów kandydatów.

Efekt? Ponad 400 tysięcy wyświetleń, dziesiątki ofert pracy w samych komentarzach, a do tego wzmianka w Forbesie – solidny bonus do zawodowego portfolio.

#2. Alec Brownstein i jego The Google Job Experiment

Czy kiedykolwiek wpisywałeś swoje imię i nazwisko w Google? Pewnie tak – choćby z ciekawości. Osoby publiczne robią to regularnie, dbając o swój wizerunek. Na tym właśnie oparł swój pomysł początkujący copywriter Alec Brownstein z USA – jeszcze w 2011 roku.

Po ukończeniu Uniwersytetu Tufts Alec przez cztery lata pisał teksty reklamowe dla agencji i magazynów, ale cały czas marzył o pracy w dużej firmie, w której mógłby się uczyć od znanych dyrektorów kreatywnych.

„Problem w tym, że jeśli czegoś takiego chcesz – nie jesteś jedyny. Więc musisz zadać sobie pytanie: jak się przebić i jak sprawić, by odpowiednie osoby mnie zauważyły? Kiedy pierwszy raz wpisałem swoje imię w Google, zauważyłem, że nikt nie kupił reklam na to hasło. I wtedy pomyślałem – gdyby ktoś kupił reklamę z moim imieniem, na pewno bym to zauważył.”

Tak narodził się pomysł na eksperyment. Alec uruchomił kampanię Google Ads skierowaną do pięciu dyrektorów kreatywnych, z którymi chciał pracować. Kiedy wpisywali swoje nazwisko w Google, widzieli u góry wyników wyszukiwania reklamę z hasłem:

❛❛

Googling yourself is fun. Hiring me is fun, too.
(Szukanie siebie w Google to zabawa. Zatrudnienie mnie też.)

Wszyscy to zauważyli: czterech zaprosiło go na rozmowę, a dwóch złożyło ofertę pracy. Najbardziej przypadła mu do gustu propozycja od Jana Reichenthala z agencji Y&R New York.

Ale to nie koniec tej historii. Alec zmontował wideo o swoim eksperymencie, które zebrało 1,3 mln wyświetleń na YouTube. W mediach społecznościowych jego akcję wspomniano 9,4 mln razy, 15 mln razy w prasie i 4,8 mln razy w telewizji. Mówiono o nim m.in. w BBC i CNBC.

A wszystko to za… 6 dolarów, bo tyle kosztowała kampania Google Ads.

Po tym sukcesie Alec zdążył jeszcze pracować w kilku znanych firmach m.in. w Dollar Shave Club i Honey, gdzie sam później kierował działami kreatywnymi. Obecnie działa jako konsultant startupów.

#3. Adam Pacitti i jego billboard za 500 funtów

Niełatwo znaleźć pracę tuż po studiach. Największy problem? Skąd wziąć doświadczenie i portfolio, skoro byłeś skupiony na nauce? Z tym właśnie zmagał się 24-letni Adam Pacitti z Wielkiej Brytanii. Miał dyplom z wyróżnieniem z produkcji medialnej na Uniwersytecie w Winchesterze, ale przez wiele miesięcy nie mógł znaleźć pracy.

W końcu postanowił wyróżnić się na tle innych kandydatów – zostać „fioletową krową”. Zamiast wysyłać kolejne CV, Adam… wykupił billboard.Miał on niebieskie tło, zdjęcie Adama i prosty komunikat:

❛❛

Wydałem swoje ostatnie 500 funtów na ten billboard. Proszę, daj mi pracę.

Na dole dodał adres swojej strony internetowej (EmployAdam.com), gdzie pracodawcy mogli się z nim skontaktować.

Adam szukał pracy w mediach, więc pomysł z reklamą był strzałem w dziesiątkę. Na stronie umieścił także nagranie, w którym wyjaśniał, dlaczego to właśnie on powinien dostać pracę.

I to zadziałało. Strona zanotowała ponad 1,5 miliona odwiedzin z całego świata. Historię podchwyciły media, a Adam dostał tysiące maili z komentarzami w stylu „Wow, genialne!”, a także ponad 100 ofert pracy. Niektóre firmy przysyłały mu gotowe umowy – nawet bez rozmowy kwalifikacyjnej. Ostatecznie wybrał ofertę od londyńskiej firmy produkcyjnej KEO Digital.

Miesiąc później Adam zamówił… drugi billboard. Styl i zdjęcie były niemal identyczne, ale tekst już inny:

❛❛

Wydałem swoją pierwszą pensję na ten billboard. Dziękuję, że mi pomogliście.

Dziś Adam Pacitti to znany producent i szef Cultaholic – firmy specjalizującej się w treściach sportowych, która ma ponad 800 tysięcy subskrybentów na YouTube.

#4. Niki Finnemore zaproponowała grę w „papier, kamień, nożyce” podczas rozmowy kwalifikacyjnej

Kiedy jesteśmy zestresowani, do głowy potrafią przychodzić szalone pomysły. Tak właśnie było w przypadku Niki Finnemore z Wielkiej Brytanii – absolwentki Cambridge Marketing College, która szukała swojej pierwszej pracy w branży reklamowej.

Po serii standardowych pytań dwóch dyrektorów poprosiło o chwilę na przedyskutowanie jej kandydatury. Po kilku minutach wrócili i powiedzieli, że… nie są pewni, czy powinni ją zatrudnić, i poprosili Niki o pomoc w podjęciu decyzji.

Niki poczuła, że mają do niej pozytywne nastawienie  i postanowiła zagrać va banque. Zaproponowała, by rozstrzygnąć to w grze w „papier, kamień, nożyce”. Zasady były proste: jeśli wygra ona – dostaje pracę. Jeśli przegra – trudno, widocznie to jeszcze nie ten moment.

Szefowie uśmiechnęli się… i zgodzili. Niki wygrała – i dostała ofertę pracy.

Dziś jest odnoszącą sukcesy fractional COO/CMO i business coachem. Pracuje z małymi firmami, średnim biznesem i startupami.

Polecamy przeczytać:

preview-68399d2562064824516701.webp

Nie tylko firma wybiera ciebie. 5 pytań o kulturę pracy, które warto zadać na rozmowie rekrutacyjnej

Czytaj

#5. Leah Bowman zdobyła staż, tworząc CV z klocków LEGO

W 2014 roku Leah Bowman, studentka trzeciego roku Northwestern University na kierunku komunikacji, zaczęła rozsyłać aplikacje w poszukiwaniu stażu. Wysłała ich trzydzieści — bez żadnego rezultatu. Wtedy postanowiła podejść do sprawy inaczej. Bardziej kreatywnie.

Wykorzystując program Lego Digital Designer oraz kolekcję klocków swojego taty, stworzyła zestaw LEGO składający się z 62 elementów. Do pudełka dodała plakat reklamowy z własnym wizerunkiem w wersji minifigurki LEGO oraz hasłem:

❛❛

LEAH. Zbuduj idealną stażystkę do działu obsługi klienta! Nowość 2014!

Taki komplet wysyłała do potencjalnych pracodawców.

Leah była fanką LEGO od dziecka. Jej rodzina ma duńskie korzenie, a klocki zawsze zajmowały szczególne miejsce w ich domu.

Jej kreatywność została doceniona — spośród tysięcy kandydatów Leah została jedną z 16 osób przyjętych na staż w chicagowskiej agencji reklamowej Energy BBDO. Po ukończeniu studiów dostała tam pracę i w ciągu sześciu lat awansowała na stanowisko Account Supervisor.

Obecnie pracuje jako Marketing Manager w Molson Coors Beverage Company w USA.

Co łączy fioletową krowę z Twoim CV?

Każda z tych historii pokazuje jedno: kiedy konkurencja jest ogromna, a standardowe metody zawodzą – warto zaryzykować i postawić na nieszablonowy ruch. Oczywiście, nie każdy musi inwestować w billboard albo tworzyć zestaw LEGO. Ale możesz zadać sobie pytanie: co zrobię inaczej niż reszta?

Bycie „fioletową krową” nie oznacza robienia show na siłę. Chodzi o odwagę, pomysłowość i pokazanie swojej osobowości. Bo w świecie, gdzie wszyscy mają podobne umiejętności i doświadczenia, często wygrywa ten, kto potrafi opowiedzieć o sobie w wyjątkowy sposób.

Nie bój się wyróżniać. Wyróżnianie się to dziś nowy standard.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się do naszego newslettera i nie przegap nowych artykułów oraz ciekawych informacji ze świata biznesu.
Dziękujemy za zapisanie się do newslettera!
Powiązany kurs:
«Zawód: komentator sportowy»
Biznes
prowadzi Piotr Dębowski
24 września 3 listopada
Piotr Dębowski