Wywiad z Natalią Levchuk, założycielką startupu Hyperion Performance | Szkoła biznesu Laba
Aby śledzić status zamówienia, zaloguj się
Wprowadź kod autoryzacyjny, który dostałeś(aś) na e-mail: Wprowadź kod z SMS, który został wysłany na numer
Kod jest ważny przez 5 minut Kod z SMS jest ważny przez 2 minuty
Czy na pewno chcesz wyjść?
Sesja zakończona
Na stronę główną
Blog

Wyszukiwarka

Spis treści:

Z kortu tenisowego do roli founderki. „Wiem, ile nie wiem, ale wiem, jak bardzo chcę wygrać."

Natalia Lewczuk, jeszcze pięć miesięcy temu wyczynowa tenisistka, dziś founderka start-upu Hyperion Performance, opowiada, co dał jej kurs „Przywództwo kobiet w biznesie" w Labie.

blog-cover-6a06e7aebe918480186959.webp

W rozmowie z nami opowiada, dlaczego zdecydowała się dołączyć do kursu „Przywództwo kobiet w biznesie" w Labie, co zmieniło to w jej podejściu do prowadzenia firmy i jak doświadczenie sportu wyczynowego przekłada się na język startupowego świata. 

Proszę powiedzieć kilka słów o sobie: czym się Pani zajmuje i co doprowadziło Panią do miejsca, w którym jest dziś?

Jeszcze pięć miesięcy temu grałam wyczynowo w tenisa, trenując w jednej z najlepszych akademii we Włoszech, choć moja droga nigdy nie była prosta… Od początku musiałam nadrabiać brak zaplecza finansowego charakterem i determinacją. Trenowałam o 4 rano, biegając między latarniami, przychodząc na kort przed treningami i zostając po – nawet w mrozie, bez ogrzewania, a kiedy miałam bardzo poważne kontuzje (2 razy zerwałam ACL w kolanie i raz więzadło ATFL w kostce) – trenowałam, siedząc na krześle na korcie lub dosłownie skacząc na jednej nodze. To było całe moje życie. Po drugim zerwaniu więzadeł w kolanie dosłownie wszyscy mówili mi, że to już koniec. Nawet lekarz wpisał mnie w kolejkę na operację, mówiąc, że wrócę, jak już to zrozumiem. Nikt nie dawał mi szans na powrót do gry bez niej, a z racji, że kilka lat byłam już w ciągłej rehabilitacji, to wiedziałam, że nie mam już czasu na kolejny rok powrotu od zera. Pomyślałam, że jak to jest niemożliwe i nie dam rady, to raczej to zauważę i nie muszę wierzyć nikomu na słowo. 

Zrobiłam wszystko, by wrócić – dzień po dniu… aż wróciłam, i to lepsza niż kiedykolwiek przedtem. Poprzedni rok w całości spędziłam we Włoszech – wyjechałam, by móc trenować w jednej z najlepszych akademii (Tennis Training School), która paradoksalnie była wielokrotnie tańsza niż koszt treningów w Polsce. Dowiedziałam się o niej od jednej Włoszki w szatni podczas turnieju ITF w Krakowie. Długo się nie zastanawiałam – wzięłam torbę, rakietę do plecaka i wyjechałam całkiem sama na drugi koniec Europy. Wiem, jak to brzmi, ale moja sytuacja rodzinna też nie była wtedy najlepsza. Akurat rodzice się rozwodzili i w efekcie straciłam rodzinny dom, dwa szczeniaki, które uratowałam ze stodoły i były moimi najlepszymi przyjaciółmi, czy właściwie wszystkie swoje rzeczy. Jak się nic nie ma, to nie ma się też nic do stracenia i można wyjechać właściwie z dnia na dzień. We Włoszech zaczęłam w końcu wygrywać, i to całkiem sporo.

Co skłoniło Panią do tego, by zacząć budować własną firmę i wejść w rolę liderki biznesu?

Kilka miesięcy temu, kiedy wróciłam do Polski zagrać jeden turniej i zorganizować zupełnie sama, z własnej inicjatywy, akcję charytatywną dla dzieci na wózkach inwalidzkich (podopiecznych fundacji FAR), zapraszając ich na korty tenisowe pod Warszawą, a także wstępnie porozmawiać z kilkoma osobami na temat wsparcia finansowego, to dzień przed turniejem prawie całkowicie zerwałam więzadła w kostce… Tydzień później miałam jeszcze wypadek samochodowy, w wyniku którego auto było do kasacji, a kilka dni później jeszcze raz trafiłam do szpitala, tym razem na zabieg. Tak się złożyło, że wszelkie rozmowy o ewentualnym wsparciu upadły, niektórzy nawet bez słowa wyjaśnienia po prostu mnie zablokowali, a ja nie miałam już perspektyw nawet na powrót do akademii, mimo prac dorywczych czy faktu, że była ona dużo tańsza niż treningi w Polsce. Nie jest łatwo, kiedy kończy się całe Twoje życie, i to jeszcze w taki sposób… Nie wyobrażałam sobie ot tak dołączyć do moich rówieśników, co też dopiero co skończyli studia, iść do pracy na etat, zapomnieć o wszystkim itp. Dla mnie to definicja umierania rozciągnięta na lata. Nie chciałam stracić przede wszystkim siebie – tej niezłomnej i niewinnej dziewczynki, którą widziałam nocami w odbiciach pociągu, czy która siedziała całkiem sama na pustym korcie tenisowym, patrząc na drugą stronę siatki. Postanowiłam wykorzystać wszystko, co mam i kim jestem – magistrem fizjoterapii, doświadczenie w sporcie wyczynowym, kontuzje, ból, frustrację, momentami bezsilność, zamiłowanie do technologii czy moją percepcję i ciekawość świata, tworząc coś znacznie większego i coś, co sprawi, że ten ogień w moich oczach nie zgaśnie, a będzie płonął jeszcze mocniej. 

Tak powstał Hyperion Performance – system do zarządzania regeneracją organizmu, łączący interdyscyplinarną diagnostykę z wykorzystaniem hardwaru telefonu, AI do korelacji danych z deterministyką w samym rdzeniu logicznym, algorytmem predykcyjnym ryzyka kontuzji i dopasowywaniem spersonalizowanych protokołów naprawczych w czasie rzeczywistym. System ma być też bardzo interaktywny, pełen easter eggs, mini gierek, a całe UX będzie dopasowywało się do danych biologicznych użytkownika czy pogody za oknem. Do tego odchodzę od średnich statystycznych, a opieram go na kalibracji pod konkretny organizm. Można powiedzieć, że to taki system operacyjny dla ludzkiego ciała. Chcę wyznaczyć nowy standard regeneracji na świecie.

↑ Dowiedz się więcej ↑

Dlaczego zapisała się Pani na kurs „Przywództwo kobiet w biznesie" w Labie? Z jakim nastawieniem rozpoczynała Pani ten kurs i jaki cel chciała Pani osiągnąć?

Na kurs Laby zapisałam się, ponieważ obecnie jestem bardzo skupiona nie tylko na rozwoju samego systemu, ale i mojej osoby. Właśnie jestem w trakcie programu inkubacyjnego z Youth Business Poland, gdzie między innymi poznałam Radka, który jest świetnym programistą, i postanowiliśmy nawiązać współpracę. Mamy już nawet podpisaną umowę pre-company i oficjalnie został moim Lead Developerem, a prywatnie bardzo się polubiliśmy. Akurat kilka dni temu złożyłam aplikację do prestiżowego akceleratora z Doliny Krzemowej – Y Combinator, więc tempo rozwoju mam chyba całkiem niezłe. Wiem jednak, ile nie wiem. Wyjątkowo ciężko jest grać w grę, której nie znam jeszcze zasad, ale wiem, jak bardzo każdy chce wygrać. Dlatego mimo zainteresowania inwestorów stawiam na programy akceleracyjne czy sama dodatkowo szukam kursów biznesowych.

Czy kurs spełnił Pani oczekiwania? Co szczególnie się Pani podobało i co okazało się najbardziej wartościowe, a może coś też było wyzwaniem?

Kurs zdecydowanie spełnił moje oczekiwania, a nawet je przerósł. Nie mogę zdradzać szczegółów, ale poznałam na nim bardzo doświadczoną bizneswomen, która bardzo mnie polubiła, a nawet wyraziła chęć inwestycji w mój projekt. Choć sam program również wiele mi dał. Uczyłam się o zarządzaniu strukturą z perspektywy managera korporacyjnego, prowadzenia i budowania zespołów czy na temat kompetencji miękkich liderki w biznesie. Dla mnie to wszystko było nowe, choć widzę mnóstwo analogii ze sportu w aspekcie kompetencji mentalnych. Najciekawsza była dla mnie sama możliwość spotkania osób z tak dużym doświadczeniem, i to nie tylko w biznesie, bo byłam też jedyną przedstawicielką pokolenia Z.

Polecamy przeczytać:

blog-preview-748-6985ec1d9c91e217518667.webp

Liderką nie zostaje się po awansie

Czytaj

Które elementy kursu okazały się dla Pani najbardziej przełomowe w przejściu z roli zawodniczki do roli liderki?

Z racji, że jeszcze kilka miesięcy temu grałam w tenisa, a później niemal całodobowo byłam skupiona na logice i rozwoju systemu, to patrząc teraz na innych Founderów na X czy po prostu osoby ze środowiska startupowego, wiele terminów nawet nie rozumiem, a często, jak ktoś zaczyna mnie pytać o growth czy MRR, odpowiadam, że wiem wszystko o tym, co buduję i dlaczego, ale nie mówię ich językiem. W tematach czysto biznesowych, finansowych czy prawnych z pewnością mam największe pole do nauki. Choć sama rola liderki w znaczeniu wytyczania nowych trendów, innowacji, inspirowania ludzi itp. wydaje mi się czymś, do czego chyba podświadomie zawsze dążyłam. Ja nie umiem żyć inaczej i się tym bawię – nauką, biznesem i chyba po prostu… życiem.

W jaki sposób wiedza i umiejętności zdobyte podczas kursu przekładają się na Pani codzienną pracę i decyzje zawodowe? Co konkretnie zmieniło się w Pani podejściu do biznesu?

Na pewno jestem bardziej świadoma. Wtedy byłam akurat na etapie formalizowania moich relacji z Radkiem i miałam ogromne wątpliwości co do rodzaju naszej współpracy. Czy wziąć go jako CTO, co-foundera, a może po prostu głównego dewelopera? Jak podzielić udziały i jakie w ogóle są konsekwencje każdej z tych decyzji? Pani Agata i wszystkie starsze koleżanki bardzo mi pomogły i nawet całe jedne zajęcia rozmawiałyśmy na te tematy. Dziękuję Wam. Nie wiem, dokąd zaprowadzi mnie moja droga, ale chyba już teraz można stwierdzić, że moje życie to gotowy scenariusz na film. Chciałabym w wieku 80 lat przyjść na jego premierę w Hollywood, usiąść z popcornem w pierwszym rzędzie i mam tylko nadzieję, że dalsza część fabuły dotrzyma poziomu temu, co widzę do tej pory.

Chcesz być na bieżąco?

Zapisz się do naszego newslettera i nie przegap nowych artykułów oraz ciekawych informacji ze świata biznesu.
Dziękujemy za zapisanie się do newslettera!
Powiązany kurs:
«Dyrektor Operacyjny - COO»
Biznes
prowadzi Marcin Kruszelnicki
30 września 9 listopada
Marcin Kruszelnicki